BOO BOO DAVIS

Boo Boo Davis to jeden z ostatnich „prawdziwych” bluesmanów – takich, którzy grają bluesa opartego na swoich własnych ciężkich doświadczeniach życiowych.
Urodził się i wychował w miejscowości Drew w stanie Missisipi. Leży ona w samym sercu Delty, czyli krainy, która pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku stała bawełną. To właśnie podczas pracy na polu wyrobił sobie Boo Boo silny głos, który jest dzisiaj jego znakiem firmowym. Ten głos rozgrzał do czerwoności niejeden głośnik, a podobno kilka nawet popsuł…! Ponieważ praca na polu wymagała dużej ilości rąk do pracy – również dziecięcych – Boo Boo nie miał okazji chodzić do szkoły, i z tego powodu nigdy nie nauczył się czytać ani pisać.
Muzyka była tradycyjnym zajęciem w rodzinie Boo Boo: jego ojciec, choć żył z bawełny, potrafił grać na kilku instrumentach. W rodzinnym domu Boo Boo częstymi gośćmi byli John Lee Hooker, Elmore James i Robert Pete Williams, z którymi często muzykował jego ojciec. Stała obecność muzyki w domu skłoniła Boo Boo do grania na harmonijce i śpiewania w kościele już w wieku pięciu lat. Jako trzynastolatek grał też na gitarze, a po kolejnych pięciu latach występował z ojcem i starszymi braćmi jako The Lard Can Band.
Na początku lat 60. Boo Boo przeprowadził się z Delty bardziej na północ, do St. Louis, gdzie wrósł w lokalną muzyczną scenę. Jednak pomimo tej przeprowadzki, jego muzyka do dziś pozostaje w swym duchu i atmosferze dogłębnie „południowa”, nierozerwalnie związana z Deltą Missisipi.
Do Europy przyjechał po raz pierwszy w kwietniu 2000 roku i od tego czasu bywa na Starym Kontynencie co najmniej dwa razy w roku. Ma na koncie dziesięć płyt, wszystkie bardzo dobrze przyjęte przez publiczność i krytyków. O wydanej się w 2008 „Name of the Game” opiniotwórczy amerykański magazyn bluesowy Living Blues napisał, że jest jak powiew świeżego powietrza. Płyta, choć studyjna, była nagrywana „na setkę”, dzięki czemu zawarte na niej dźwięki są naładowane emocjami, a brzmienie jest bardzo spójne. Inny amerykański magazyn, Blues Bytes, również wyrażają się o twórczość Davisa w superlatywach: Rewelacja! Wielbiciele chropowatego bluesa chicagowskiego w stylu Howlin’ Wolfa z pewnością pokochają to nagranie. Żarliwie polecam!
W połowie roku 2008 zrodziła się idea grania w trio, bez basisty. Ten oryginalny i rzadko realizowany przez muzyków pomysł spotkał się z aprobatą publiczności, która często nie może uwierzyć, że tak pełne brzmienie jest generowane przez zaledwie trzech ludzi. Oryginalności dodaje mu z pewnością niecodzienna perkusja stworzona przez Johna Gerritse’a: intstrument liczy sobie ponad 60 lat, a jego głównym składnikiem jest 28-calowa stopa. Grający na gitarze Jan Miittendorp wybiera instrument barytonowy, co stanowi kolejny istotny składnik oryginalnego brzmienia.

Pobierz

boo_rider