|
czwartek 08.10.09 | 13:02
GANG OLSENA... LITERACKO
W związku z tym wydawca zaprasza 25 listopada do ODK RSM "Pulsar" w Rudzie Śląskiej na spotkanie autorskie połączone z koncertem grupy. Wybór miejsca nie jest bynajmniej przypadkowy, bo to od "Pulsaru" ponad dwadzieścia lat temu Gang Olsena rozpoczynał swoją przygodę z muzyką. Impreza będzie częścią tegorocznej Rudzkiej Jesieni Kulturalnej. Gang Olsena zadebiutował w 1988 roku. Wielokrotnie występował na największych polskich festiwalach rockowych i bluesowych (m.in. Przystanek Woodstock, Jarocin, Rawa Blues, Blues nad Bobrem). Zespół ma w dorobku cztery płyty studyjne. Przez lata w składzie zachodziło wiele zmian personalnych, od Gangu Olsena swoje kariery rozpoczynali też muzycy tworzący dziś czołowe grupy polskiej sceny blues-rockowej (perkusista Zbigniew Szczerbiński i klawiszowiec Janusz Borzucki występują obecnie w Dżemie, a Tomasz Kwiatkowski i Adam Lomania to członkowie Cree). Oto fragment książki "Dzika wolność. Dwie dekady Gangu Olsena": (...) Genezę nazwy zespołu tak wspomina Andrzej Gąszczyk: Nie chcieliśmy żeby nasza kapela miała w nazwie słowo "brothers". Allman Brothers, Doobie Brothers, Blues Brothers - trochę tego było. A z drugiej strony chcieliśmy stworzyć ekipę, coś wielkiego, coś zakręconego. Czuliśmy potrzebę robienia show, zabawy. No to kurcze: ci z komedii "Gang Olsena" tak lecą. A ponieważ w składzie mieliśmy Egona decyzja mogła być tylko jedna. Zrobimy kapelę która będzie bawić się bluesem tak jak Blues Brothers, ale z nazwą Gang Olsena. Pierwsza próba formacji okazała się bardzo owocna: powstały na niej utwory "Bad Boys" oraz "Kołysanka o Nowym Jorku". Pierwszy oficjalny koncert Gang Olsena dał w Chojnowie na Młodzieżowych Spotkaniach Muzycznych. Zespół stał się objawieniem konkursu: zdobył główną nagrodę oraz dodatkową - za aranżację coveru The Beatles "Come Together". To było dla nas duże zaskoczenie, bo właściwie nie pracowaliśmy specjalnie nad aranżem do tego utworu - śmieje się Janusz Frychel. W sumie zarobili na tej imprezie 4,5 tysiąca złotych. Wtedy wystarczało to na dobre struny. Co ciekawe za drugie miejsce była sesja w studio nagrań, co bardziej by nam odpowiadało wspomina Andrzej. A wracając do "Come Together": ten cover wciąż grają na koncertach, tyle że z nieco zmienionym wstępem. Zamiast gitary słychać dudniące dźwięki basu. (...)
|
|