piątek 26.06.09 | 08:03
MICHAEL JACKSON NIE ŻYJE
Michael Jackson, 19 kwietnia 1987, Chicago "Bad Tour", fot. Paul Natkin
|
Wczoraj w Los Angeles zmarł Michael Jackson, król popu. Miał 50 lat. Sprzedał 750 milionów płyt. Gdyby nie on, muzyka rozrywkowa wyglądałaby dzisiaj zupełnie inaczej. Był geniuszem muzycznym. Piosenkarza, u którego nastąpiło zatrzymanie akcji serca i oddechu próbowano bezskutecznie reanimować przed przewiezieniem go do szpitala. Swoją oszałamiającą karierę rozpoczął jako dziecko, stając się największą gwiazdą wytwórni Motown.
fragement artykułu "Motown 50: Hitsville USA, Brzmienie Młodej Ameryki", Zosia Matysik (TB 37):
(...) Oprócz Steviego Wondera w Motown zaczynało jeszcze jedno cudowne dziecko show businessu: przyszły król popu, Michael
Jackson. Razem z nim do kariery startowali też jego bracia: Jackie, Tito, Jermaine i Marlon. Ogromny sukces który osiągnęli,
w dużej mierze zawdzięczają uporowi i niespełnionym ambicjom swojego ojca, któremu kariera muzyczna się nie powiodła.
Swoich synów tresował na zwierzęta sceniczne, co niestety, cała rodzina (pozostałe rodzeństwo to siostry: Janet, La Toya,
Rebbie i brat Randy - także związali się z przemysłem muzycznym) okupiła cierpieniem i wieloma dramatami. Jak wspomina
Berry Gordy w swojej autobiografii prawdziwego dzieciństwa Jacksonowie zaznali dopiero w Motown.
The Jackson 5 nagrywało dla Motown tylko przez siedem lat, ale przez ten czas zastąpili The Supremes na stanowisku
najbardziej medialnego produktu wytwórni, choć zaczynali jako zespół otwierający występy np. Bobby'ego Taylora & The Vancouvers.
Od momentu podpisania kontraktu Berry Gordy kazał im czekać okrągły rok na debiut, a czas ten przenaczył na szkolenie i przygotowania.
Na potrzeby szeroko zakrojonej promocji "obniżono" Michaelowi wiek z 11 na 8 lat, niespokrewnionych z Jacksonami muzyków
zespołu akompaniującego przedstawiono jako dalekich kuzynów, oraz sprzedano prasie uroczą historyjkę,
jak to rzekomo Diana Ross uratowała karierę Michaela Jacksona, kiedy ten już stracił nadzieję, że ktoś ich odkryje.
Ten PR osiągnął takie rozmiary, iż nawet debiutancka płyta grupy nosiła nazwę "Diana Ross Presents the Jackson 5"
("Diana Ross prezentuje: The Jackson 5"), a Ross wydała z okazji premiery ogromne przyjęcie w Hollywood's
Daisy Club, zapraszając wszystkich, którzy się wtedy w Los Angeles liczyli.
Jackson 5, fot. Paul Natkin
|
Te zabiegi były kompletnie niepotrzebne,
bo jak się okazało, muzyka obroniła się sama. Singiel promujący płytę, I Want You Back, był największym przebojem w
karierze braci Jacksonów. Oryginalnie skomponowany z myślą o Gladys Knight & The Pips i Dianie Ross (miał się nazywać
I Wanna Be Free), został uznany przez teoretyków i krytyków muzycznych za utwór o najlepszych rozwiązaniach
harmonicznych w historii popu. Kompozycja istotnie jest murowanym hitem, przy którym trudno usiedzieć spokojnie,
bo nogi same rwą się do tańca. Amerykę ogarnęła Jacksonmania, jak świeże bułeczki sprzedawały się wszystkie
produkty z ich nazwiskiem - od plakatów po kolorowanki. Telewizja ABC emitowała przez dwa sezony
kreskówkę z Jackson 5 w roli głównej. Pojawiali się na dziesiątkach okładek gazet, mieli swoje
programy telewizyjne, a na ceremonii rozdania nagród Grammy'73 w bardzo oryginalny sposób zaprezentowali
nominacje, bo je po prostu wyśpiewali chórem. Wszystko zostało w rodzinie, bo mały gramofonik powędrował
do Gladys Knight za Midnight Train to Georgia. Sami Jacksonowie jako zespół doczekali się dwóch nominacji.
Równolegle kariery solowe rozpoczęli Jermaine i Michael, chociaż
ten ostatni już nie na konto Motown. Przyczyny rozstania były różne (Gordy nie był entuzjastą zmiany
wizerunku zespołu i niechętnie spoglądał na ich aktywność w zakresie komponowania i produkowania
swoich nagrań), ale główną rolę bezsprzecznie odegrały finanse: CBS złożyło Jacksonom ofertę,
której Gordy nie chciał (a może rzeczywiście nie potrafił?) przebić. (...)
|