
DUSTIN ARBUCKLE
& THE DAMNATIONS
Dustin Arbuckle to jeden z najbardziej charakterystycznych głosów i harmonijkarzy współczesnej amerykańskiej sceny rootsowej. Przez piętnaście lat współtworzył cenione trio Moreland & Arbuckle, z którym nagrał siedem albumów i zagrał setki koncertów w ponad dwudziestu krajach. W 2017 roku ruszył własną drogą, powołując do życia The Damnations – projekt, w którym wreszcie mógł puścić wodze wszystkim swoim muzycznym fascynacjom.
Arbuckle wychował się na muzyce. Jego ojciec był muzykiem, a sam Dustin śpiewał, odkąd pamięta. Najwcześniejsze muzyczne wspomnienie? Klasyk Leadbelly'ego „The Gallows Pole". Zanim skończył kilkanaście lat, był już zapalonym wyznawcą bluesa, a gdy usłyszał Elmore'a Jamesa i B.B. Kinga, wiedział, że harmonijka będzie jego życiowym powołaniem.
I tak pozostało do dziś. W muzyce Dustina Arbuckle'a słychać echa prehistorycznego bluesa Charley'a Pattona, rock'n'rollowy żar Allman
Brothers Band, klasyczny soul spod znaku wytwórni Stax i americana w stylu The Band. Sam określa to jako „cross-genre electric Americana" – wszystko, co w amerykańskiej muzyce korzeni najlepsze, przepuszczone przez wzmacniacz i podane z rockową energią. „Chcieliśmy stworzyć przestrzeń, w której możemy grać wszystko, na co mamy ochotę" – mówi Arbuckle.
Albumy studyjny „My Getaway" (2020) oraz koncertowy „Live at the Shamrock" (2024) ugruntowały pozycję Arbuckle'a jako artysty, który nie daje się zaszufladkować. Ta druga płyta, nagrana w legendarnym klubie w rodzinnym Wichita w Kansas, pokazuje zespół w pełnej krasie – od hipnotycznego transu rodem z Mississippi Hill Country, przez rozpędzony southern rock i swingujący Chicago blues, po nieoczekiwane jazzowe improwizacje. Recenzenci chwalą przede wszystkim brzmienie: krystalicznie czysty, mocny wokal Arbuckle'a, jego synkopowaną, „złą" harmonijkę i gitarę pełną przestrzeni i brudu.
Bo The Damnations to przede wszystkim zespół koncertowy. Blues najlepiej działa na żywo – gdy energia przepływa między muzykami a publicznością, gdy każdy kolejny utwór może pójść w niespodziewanym kierunku. „Za każdym razem, gdy gramy, pojawia się coś nowego" – przyznaje Arbuckle. „Mamy wspólny muzyczny słownik, z którego możemy czerpać. Trochę jak jazzmani, którzy mówią do siebie: zróbmy to w klimacie Milesa Davisa."
Dustin Arbuckle & The Damnations to rootsowy rock'n'roll w najczystszej postaci – z szacunkiem dla tradycji, ale bez muzealnego kurzu. Żywa, gorąca, prawdziwa muzyka.